Logowanie

Kunena Najnowsze Posty

Gościmy

Ostatnie z galerii

Statystyki

8828529
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
Poprzedni tydzień
Ten miesiąc
Poprzedni miesiąc
Wszystkie dni
2897
3351
6248
30908
132735
155914
8828529

21.22%
7.99%
3.29%
0.61%
0.24%
66.65%
Online (15 minutes ago):47
46 guests
one members

Twoje IP: 34.238.190.122

Profesjonalizm, czy trochę szczęścia?

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Doczekaliśmy się jak dla mnie wspaniałych czasów kiedy to możemy przebierać w akcesoriach wędkarskich, przynętach, zanętach i innym sprzęcie, który ma nam ułatwić i umilić wędkowanie na wszystkie sposoby. Możemy dostosować jakość do ceny, zasobu portfela, do jakości itd. Jeszcze 25 lat do tyłu nikt nawet nie myślał o takim rozwoju sytuacji w wędkarskim świecie.

Wędkarze mieli kije bambusowe i jakieś słabe młynki, kto miał znajomych, którzy byli na kontraktach za granicą to miał szanse na jakiś lepszy sprzęt.

Spławiki przeważnie z pióra gęsiego lub kory, sygnalizator brań to piłka pingpongowa z przebitą zapałką by podwiesić pod kijem itd. Ta sama wędka + kołowrotek + żyłka była używana do każdej metody: spławik, grunt, czy spinning. Dziś do każdej metody mamy co najmniej po dwie wędki plus osprzęt.
No wreszcie możemy wędkować. Zajeżdżamy na jeden ze zbiorników np. Bolmin (dla niektórych wędkarzy przeklęty dla innych kochany)




Zajechałem kiedyś późnym popołudniem z nastawieniem na nocną zasiadkę na karpia .
Wędkarzy było mnóstwo, praktycznie wszystkie stanowiska już zajęte – sprzęt wędkarski w wodzie, ale udało mi się jeszcze wcisnąć na jakieś liche stanowisko od strony rzeczki Hutki.
Rozłożyłem swoje gruntówki i zarzuciłem do wody, postawiłem na podpórkach, załączyłem sygnalizatory – technika i wygoda. Czekam na branie jak wielu innych wędkarzy .


Siedzimy, rozmawiamy między sobą, każdy strzela wykład na temat sprzętu wędkarskiego, jaki jest najlepszy, jakie przynęty stosować. Jeden przez drugiego się przekrzykują i tak nam zeszło od 17.00 do 1godziny  w nocy bez najmniejszego brania, na całym praktycznie zbiorniku. Godzina pierwsza z minutami w oddali słyszę dźwięk jadącego komarka i widzę ukazujące się co jakiś czas przednie światło tego pojazdu. Dojechał do nas. Podszedł, przywitał się, zapytał czy coś bierze, na co mamy zarzucone itd. Wszyscy wzruszyli od niechcenia ramionami i coś tam wykwękali – niestety nic nawet branka nie było. Mówi do nas, że w sumie to jest na weselu w pobliskim Korzecku, ale nie mógł już wytrzymać i przyjechał choć na 2 godziny powędkować. A tu kicha- nie ma miejsca. Gdy zapytał czy może się gdzieś wcisnąć na 2 godzinki z jedną wędką, wszyscy wzruszyli znowu ramionami i rozeszli się do swoich wędek. Mimo że miałem bardzo liche stanowisko zaproponowałem gościowi, żeby jakoś wcisnął swoją wędkę koło moich. Przyniósł torbę z bagażnika i wędkę, jakaś samoróbka albo bambus, do tego kołowrotek Relax tak mi się wydaje bynajmniej, który ciągle mu się zacinał, żyłka grubaśna na 100% Stylon Gorzów, ciężarek zalany w kapslu z wódki + plus inny osprzęt raczej słabej jakości.

Za plecami słysze dziwne komentarze i podśmiec…ki z gościa. (PROFESJONALIŚCI śmieją się z byle jakiego sprzętu tegoż tubylca). Przed zarzuceniem z ciekawości zapytał na co łowimy. Powiedziałem że wszyscy kombinują na różne przynęty: kulki, czerwone robaki, a ja mam akurat założoną kukurydze i kostkę ziemniaka, o dziwo on też założył ziemniaka i zarzucił przynętę. Pod kijem jako sygnalizator podwiesił piłeczkę pingpongową przebitą patykiem. Usiedliśmy przy moim ognisku, on wyciągnął weselną wódkę by się zrewanżować,
lecz pił sam bo ja rano musiałem jechać samochodem. Siedzimy, gadamy, wszędzie cisza, nigdzie nawet nie piśnie żaden sygnalizator, a tu nagle coś przy naszych wędkach. Gość do mnie mówi że idzie do wędki, wziąłem latarkę i poszedłem z nim. Piłeczka leżała w wodzie, przyciął rybę delikatnie i zaczął holować, trochę mu z tym zeszło, ale udało się-
karp miał 5,5 kg.
Wszystkim Profesjonalistom nagle opadły szczęki, skończyło się podśmiewanie, zaczeły się gratulacje. Rybka wróciła do wody (powiedział, że zabiera tylko do 2,5kg). Pożegnał się i mówi, że jedzie jeszcze na końcówkę wesela. Rano okazało się że był to jedyny złowiony karp na całym zbiorniku.


Minęło trochę czasu może ze dwa lata, w jeden z wrześniowych dni postanowiłem się wybrać też na Bolmin, tyle że na spinning -pojechałem sobie pośmigać za szczupakiem. Spinningistów naliczyłem około dziesięciu, więc przyłączyłem się .



Uzbrojeni po zęby, przyzwoite spinningi wyposażone w dobry osprzęt, niektórzy wodery inni spodnio-buty. Wszyscy chodzą biczują wodę to tu, to tam, zmieniają przynęty, metody, ich prowadzenia kombinują jak się tylko da. Jeden drugiemu strzelają wykłady itd. 4 godz biczowania i nic. Rozmawiamy i biczujemy wodę, w między czasie przyjeżdża tubylec na wysłużonej Ukrainie (rower) i  wyciąga teleskopa made in ZSRR długiego na 5m. Myślimy sobie będzie chyba łowił płotki, a tu zoonk on zakłada blachę (zwykłego kotleta). Pyta nas, czy może sobie koło nas rzucić kilka razy? Któremuś wyrywają się ironiczne słowa, następny bąknął ,,A rzucaj pan, przecież takim sprzętem to nawet nie czuć kiedy weźmie ryba, a co dopiero mówić o jej zacięciu i wy holowaniu,,. Gość trochę się zmieszał, lecz wykonał pierwszy i jedyny rzut w tym dniu, zaciął i wyciągnął na brzeg po niedługim czasie szczupaka 8,9kg.

Zabrał go wtedy do domu. Szczęki nam wszystkim opadły do wody, co niektórzy z wrażenia się zapowietrzyli. Każdy z nas to miejsce obławiał różnymi przynętami po kilka razy, nawet takim kotletem jak on.


Następna sytuacja .
Wybraliśmy się w tym sezonie z Fafim na spina. Suchy  truł  nam gitarę więc wzięliśmy go ze sobą. Cel- Czarna Nida koło Tokarni. My z Fafim jaki taki sprzęt ,Suchemu pożyczyłem jakiegoś starego spina, drętwy kołowrotek, na nim grubaśna żyłka i drętwa blacha (pomyślałem- niech sobie połazi i tak nic nie złowi). My z Fafim polecieliśmy znaleźć jakieś ciekawe dołki, żeby je obłowić.


Suchy tak jak stał wlazł w jakieś krzaki i zaczął rzucać na płytka wodę -max było 50 cm. Nagle darcie, że ma dużą rybę. Po wyholowaniu okazało się że szczupak ma 80cm i 3,9kg. Szczupak uderzył w trzeci jego rzut.

Koleżanki i Koledzy, małe pytanko sobie zadajmy. Profesjonalizm w każdym calu? Super sprzęt, praktyka, czasopisma, książki dydaktyczne, przekazy wędkarzy? Czy lichy sprzęt i wędkarz o słabym pojęciu na temat wędkowania, za to z dużą ilością szczęścia?
Nie wiem, co Wy o tym sądzicie? Wydaje mi się, że potrzebne nam jest jedno i drugie .
Dziękuję za udostępnienie niektórych fotek Hektoresowi.
Osoby na w/w fotkach nie były w czasie wędkowań, z których powstało to opowiadanie.
Z braku odpowiednich zdjęć wykorzystałem fotografie z wędkowania w innych miejscach.
Pozdrawiam- Robdemolka.

Komentarze   

0 #1 Przemysław Łukaszewicz 2014-04-11 20:10
święta prawda:)
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Strona korzysta z plików cookies oraz innych technologii w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

  Akceptuję pliki cookies
EU Cookie Directive Module Information